czwartek, 17 marca 2016

Po przerwie... filmowo!

Witam po małej przerwie!

Miałam już opory z pisaniem, miałam już pokusy, by zawiesić jednak i porzucić tę działalność... Jednak kilka osób, ku mojemu zaskoczeniu zaczęło komentować te posty w prywatnych rozmowach, co oznacza, że ktoś czyta moje wypociny. :)

Wiele się działo - odwiedziłam kilkakrotnie kino, aktywnie spędzałam czas - urodziny, studia, korepetycje, spotkania...

Bardzo polecam Deadpoola, jeśli jeszcze ktoś nie widział. Dawka dużej rozrywki!
Przychylną opinię zyskuje u mnie również Planeta singli, z moim platonicznym mężem M.S. Można nazwać ją lekkim powiewem świeżości na arenie polskich komedii romantycznych. Bogowie egipscy przypomnieli mi o czasach młodości i gry w Faraona, jednak jest to raczej bajka, niż kino akcji :P
A Londyn w ogniu - nie zawiódł, czasem kopiowanie poprzedniej części, ale z racji, że tamta (Olimp w ogniu) szalenie mi się podobała - nie mogę krytykować... no i Gerard... wiecie same Panie... :) Świetne sceny wybuchów itp.

Pozostałe elementy kinowe, jakie nadrabiałam w ostatnim czasie:
  1. Spotlight - zwycięzca tegorocznej gali Oscarów w kat. najlepszy film - okej, podejmuje trudny temat, a to Amerykanie cenią. Nie lekceważę tej kwestii, jednak dla mnie mało porywający. 7/10.
  2. Praktykant - dawka rozrywki, kurs "Jak zostać gentlemanem" dla Panów, kurs "Jak dbać o innych, ale nie zapominać o sobie" dla każdego... naprawdę rewelacyjny film z dobrą obsadą. 9/10
  3. Sypiając z innymi - nieco niesmaczny, bardzo średniawy. 5/10
  4. Las samobójców - do pewnego momentu naprawdę trzymał w napięciu, niezły thriller, momentami podchodził pod kicz. 6/10
  5. Więzień nienawiści - obowiązkowa lektura każdego kinomana ceniącego dobre filmy. Ciekawie zrobione przejścia i montaże scen przeszłości i teraźniejszości. 8/10
Guardiola

wtorek, 1 marca 2016

Część 6. i 7. Muzycznego Wyzwania.

day 06 – a song that reminds you of somewhere

Dzisiaj na tapetę biorę piosenkę, która kojarzy mi się z jakimś miejscem. Niech będzie Ustroń.
Gdy słyszę tę piosenkę, od razu widnieją mi nocki spędzone na wakacjach w Ustroniu. Jakoś ona wciąż tam dudniła i zapętlała się.

 Have You Ever Really Loved A Woman?

day 07 – a song that reminds you of a certain event

Tutaj więcej. Mam kilka wydarzeń, o jakich chcę wspomnieć.  Muzycznych oczywiście! 

1. Koncert Michaela Boltona w zabrzańskim DMiT. Było to niesamowite przeżycie. Wspaniałe nagłośnienie, idealnie słyszalny każdy dźwięk, każde drgnięcie struny. Była to wygrana w konkursie internetowym.
Piosenka: When a man loves a woman

2. Bal w stylu PRL. Cały bal pełen zabawnych przeżyć: wygrany konkurs na najlepsze tango, "stare" hity, zabawa do upadłego, kartki na bigos itd. Ale zakończenie... Wolna piosenka... Nieukrywane wzruszenie. Jakby czas stanął w miejscu, a na parkiecie tylko MY... :)
Piosenka: Jolka, Jolka

3. Zabawna sytuacja w autobusie. Niestety zepsuły mi się słuchawki i byłam zmuszona całą drogę słuchać niezwykłego koncertu dwóch 'lekko podchmielonych' chłopaków, śpiewających bez przerwy znakomity utwór Tańcz, tańcz. 

Dość na dzisiaj :) 
Magda

sobota, 27 lutego 2016

Zachęta do zniechęcenia. Sztuka retoryki - sztuka hipokryzji i manipulacji słowem.

Cześć!
Dziś dla odmiany - słowo o książce. Zupełnie nie znanej jak sądzę, w mniej zainteresowanym literacko gronie (nikomu nie ujmując oczywiście, bądź zarzucając literackiej ignorancji  :P).

Jest to moja praca na zajęcia z retoryki, w której to moim zadaniem było zadziałać w dwie strony:
najpierw zachęcić potencjalnego czytelnika - zrecenzować książkę pozytywnie, a następnie ją [kolokwialnie mówiąc] zjechać po całości, tzn. ocenić negatywnie. Jest to dla mnie bardzo duży objaw hipokryzji, której nie toleruję, ale studia to studia, trzeba było zaliczyć przedmiot, więc starałam się pomóc sobie i wybrać neutralne dla mnie dzieło.

Tak więc pod ocenę wzięłam „A niech to czykolada!” - Pawła Beręsewicza. 




OCENA ZACHĘCAJĄCA. 
Chociaż jestem dorosłą kobietą, nie mam młodszego rodzeństwa ani własnego potomka w  wieku dziecięcym, zdarza mi się sięgać do literatury dla tej grupy wiekowej, zachęcona tajemniczym tytułem, czy barwną okładką.

Do książek dedykowanych dzieciom i młodzieży, które przyciągnęły moją uwagę, należy pozycja nagrodzona w II Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren zorganizowanym przez fundację „ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom” pod honorowym patronatem Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz patronatem literackim Polskiej Sekcji IBBY – A niech to czykolada! Pawła Beręsewicza. Poza jurorami owego konkursu, autor jest ceniony przez młodych czytelników, ich rodziców oraz krytyków. Anglista i tłumacz największą popularność zdobył dzięki serii książek o rodzinie Ciumków oraz kryminałowi Tajemnica człowieka z blizną. Znane również mogą być inne jego teksty, jak na przykład Czy wojna jest dla dziewczyn? Albo Jak zakochałem Kaśkę Kwiatek?.

Pierwsze, co zachęciło mnie do poświęcenia dłuższej chwili tej niewielkich rozmiarów książeczki była ilustracja autorstwa Piotra Fąfrowicza, znajdująca się na okładce, przedstawiająca cień dłoni oraz rozbieganych po nim ludzi w  dziwnych, przypominających bieg, taniec, bądź ucieczkę, pozach. Zestawienie tego rysunku z  tytułem A niech to czykolada! tworzy bardzo tajemniczy duet. A przecież tajemnica, to coś, co magnetyzuje, przyciąga i zachęca do czytania i poszukiwań. To szansa dla młodego czytelnika na wejście z  bohaterami książki do jednej drużyny, wspólnie szukającej rozwiązania.
Przechodząc do treści książki, pozwolę sobie zweryfikować jedną kwestię – tytułowa czykolada! Pierwsze skojarzenie, jakie może się nasunąć – będziemy czytać o czymś smakowitym, poznamy świat kulinariów – nic bardziej mylnego. W  tym wypadku czekolada nie jest niczym, co każdy smakosz kakaowych wyrobów miałby ochotę wrzucić na ząb,  oznacza synonim słów „niechęć”, „wstręt”, „pogarda”. Główni bohaterowie książki to mieszkańcy Zylirii- Zylirijczycy. Są oni częścią świata fantazji, pełnego zagadek i tajemnic oraz niezwykłych pomysłów. Świat ten istnieje na dnie magicznego kapelusza, w którym cykle wytycza pojawiająca się ręka w kraciastej rękawiczce, wyznaczająca pory Zjawienia, Obecności, Zniknięcia i Pustki. Cały swój byt Zylirijczycy podporządkowują pojawianiu się owej ręki, która za każdym razem pozostawia po sobie pamiątkę – Rzecz. Zostawia ją na pewien czas, po czym wraca, by odebrać swoją własność. Czas pomiędzy pojawianiem się ręki, społeczność spędza na zakładach o to, co przyniesie podczas kolejnego zjawienia się. Raz jednak, mieszkańcy postanowili wprowadzić zmiany w  ich świecie- wpadli na pomysł zatrzymania Rzeczy na zawsze. Było to początkiem wielu wydarzeń i konsekwencji. Pierwszą zmianą jaka zaszła, było bezpowrotne zniknięcie Ręki. Zdezorientowani bohaterowie nie wiedzą co dzieje się po drugiej stronie. A tam pewien magik zostaje właśnie zdemaskowany jako oszust i złodziej… O reszcie wydarzeń najlepiej przekonać się samemu, sięgając do książki.
Największą zaletą tej publikacji, według mnie jest możliwość oderwania się od rzeczywistości i całkowite wejście w  świat wyobraźni, gdzie magia miesza się z prawdą, a odbiorca przestaje mieć pewność, który ze światów istnieje naprawdę, a który jest jedynie imaginacją.
Oficjalnie książka ta zdobyła nagrodę w przedziale wiekowym 10-14 lat, ja jednak uważam, że Beręsewicz stworzył współczesną baśń, do której czytania nie powinno się namawiać jedynie najmłodszych.

A teraz lustrzane odbicie... odwróćmy nieco spojrzenie... 
OCENA ZNIECHĘCAJĄCA.  



Każdy dorosły człowiek powinien sięgnąć od czasu do czasu po literaturę dla dzieci i młodzieży, by nadrobić zaległości w  uczeniu się etosu życia, umiejętności patrzenia na świat niewinnymi oczami dziecka. Większość tych opowieści zawiera wiele przesłanek, których oko dziecka nie zauważy, a dorosły może wyczuć aluzję do własnych zachowań. Z  tą nadzieją sięgnęłam po książkę „A niech to czykolada!” Pawła Beręsewicza. Zostałam do niej zachęcona przez wiele osób, jednak niestety nie uwiodła mnie w  wielu kwestiach.
Pierwszym minusem, który już odciągał mnie od otwierania tej pozycji była bardzo minimalistyczna i mało kolorowa okładka. Niestety, ale pomimo słynnej maksymy „nie oceniaj książki po okładce”, wielu ludzi jest wzrokowcami i pierwsze wrażenie ma wielkie znaczenie. Jeśli wizualnie książka dla dzieci, czy młodzieży jest ponura, równocześnie nie jest specjalnie przyciągająca. Dzieci szukają wszystkiego, co barwne, kolorowe, jak świat w  kalejdoskopie. Dorośli zaś tym bardziej doświadczają wystarczająco dużo szarości w  otaczającej ich rzeczywistości i sięgając po książkę chcą od tego uciec. Ilustracja na okładce na pierwszy rzut oka mogła wyglądać jak rysunkowe ptaszki, jednak po przyjrzeniu się dokładniej, dostrzegamy ludzi w  niepokojących pozach. Czy ludzie w  ciemnych ubraniach, podparci laską, powyginani, wyglądający, jakby mieli w  planach ucieczkę przed czymś stanowiącym zagrożenie lub tańczący niemal w  transie mogą świadczyć o czymś pozytywnym? Myślę, że jako dziecko, mimo, że fascynowałam się tym, co tajemnicze i zakazane, raczej wystraszyłabym się i odłożyłabym książkę na półkę, niż zatraciła w  lekturze.
Książka otrzymała wiele nagród, została nagrodzona w II Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren zorganizowanym przez fundację „ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom” pod honorowym patronatem Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz patronatem literackim Polskiej Sekcji. Poza jurorami owego konkursu, autor jest ceniony przez młodych czytelników, ich rodziców oraz krytyków. Anglista i tłumacz największą popularność zdobył dzięki serii książek o rodzinie Ciumków oraz kryminałowi Tajemnica człowieka z blizną. Znane również mogą być inne jego teksty, jak na przykład Czy wojna jest dla dziewczyn? Albo Jak zakochałem Kaśkę Kwiatek?. To również nieco mnie osobiście odstrasza – wielokrotnie przekonałam się, że jeśli ktoś stara się być dobrym we wszystkim, nie jest specjalnie dobry w  niczym. A tutaj: tajemnicze detektywistyczne, lekko kryminalne historie tuż obok romantycznych opowiastek i literatury typowo dziewczęcej… Może lepiej byłoby trzymać się jednej wizji swojej twórczości.
Kolejna sprawa… mylący tytuł. Nie ukrywam, że odczułam lekkie rozczarowanie, kiedy tytułowa czykolada! wcale nie okazuje się czymś smakowitym, prosto ze świata kulinariów. Nic bardziej mylnego. W  tym wypadku czekolada nie jest niczym, co każdy smakosz kakaowych wyrobów miałby ochotę wrzucić na ząb,  oznacza synonim słów „niechęć”, „wstręt”, „pogarda”. Znakomicie! Od słodkości do wstrętu…
Świat przedstawiony to nie cukiernia, kawiarnia, kuchnia, tylko DNO magicznego kapelusza. Na dokładkę rytm życia zostaje wyznaczony przez rękę w kraciastej rękawiczce, wyznaczająca pory Zjawienia, Obecności, Zniknięcia i Pustki. To już zbyt wiele metafory i tajemniczości jak dla mnie. Ręka, pojawiając się w  świecie zostawia mieszkańcom Rzecz. Zostawia ją na pewien czas, daje się nacieszyć, przywiązać, po czym wraca, by odebrać swoją własność. Nic dziwnego, że w  końcu doszło do sprzeciwienia się temu igraniu z  cierpliwością mieszkańców i postanowili się oni zbuntować, zostawiając sobie nowy nabytek. Kolejno ma miejsce wiele konsekwencji tego czynu, rzekomo wspaniałych przygód, a tak naprawdę jedynie budujących w  dziecku strach i stres. Nie uczy to odwagi i walki o bliskich, o rzeczy dla nas ważne. Wręcz namawia do rezygnacji z  tego, pokazuje, że nie warto.
Książka moim zdaniem powinna uczyć tego, co dobre, nie odwrotnie. Powinna pokazywać prawdę o życiu, a nie mieszać magię z  realiami świata.
Oficjalnie pozycja ta zdobyła nagrodę w przedziale wiekowym 10-14 lat, ja jednak uważam, że Beręsewicz stworzył współczesną baśń, do której czytania nie powinno się namawiać tak młodego czytelnika.

 

wtorek, 23 lutego 2016

Muzycznie - dzień 5.

day 05 – a song that reminds you of someone

 Często mam tak, że słysząc jakiś utwór od razu przypomina mi się ktoś znajomy. W zasadzie 3/4 utworów są takimi łącznikami myślowymi z ludźmi. 
Szczególną osobą, której nie mogę już spotkać osobiście, jedynie we wspomnieniach jest moja babcia. I to ku jej pamięci kieruję słowa tego posta. Są dwa utwory szczególne, które mi o niej przypominają. 
Smutny, przypominający, jak wielkie miała wpływ na moje życie i jak bardzo mi jej brakuje.
Oraz radosny, biesiadny, który przywołuje mi na myśl jej widok, jak pichci coś pysznego w kuchni, jej podrygiwanie taneczne do Radia Piekary.


You're part of me and I'll never be the same here without you - You were gone too soon.



Dzięki na dzisiaj. :) 
Guardiola


środa, 17 lutego 2016

Music Challenge - day 03 & 04

Witam,

Wczorajszy dzień wyzwania pominęłam, ponieważ miałam dużo ważniejsze sprawy na głowie (!), a mianowicie 1. ROCZNICĘ z moim Lubym. 
Celebrowaliśmy ten dzień piekąc wyśmienite ciasto z białej czekolady, znane szerszej publiczności jako blondie

Efekt zachwycający jak na pierwszy wypiek jakikolwiek, kiedykolwiek.

Dzisiaj nadrobię te straty muzyczne, opisując dwa przeciwstawne sobie kawałki - nadane na dzień 3. i 4. Są to kolejno: day 03 – a song that makes you happy i day 04 – a song that makes you sad, czyli przekładając na nasze: piosenka, która rozwesela i taka, która zasmuca. 

ad. 03
Mam wiele takich hitów, nawet stworzyłam playlistę na YT - Pozytywniaczki :)
Na bieżący czas, taką piosenkę stanowi zdecydowanie utwór: AVICII - THE NIGHTS
Nie mogę się nie uśmiechać, kiedy jej słucham, tekst jest tak wspaniały i motywujący... do zmian, do działania, do życia p e ł n i ą życia. Coś pięknego. Nie wspominam już o teledysku, który tak pięknie pokazuje, że warto tworzyć wspomnienia! 

Ulubiony fragment tekstowy: You’ll leave this world behind, So live a life you will remember

ad. 04
Jest wiele utworów, które mnie wzrusza, porusza, zasmuca i wywołuje łzy.
Chyba taką, która jest za to odpowiedzialna już od X lat jest piosenka Dreamer

Słuchając jej, uświadamiam sobie zawsze, że czasem, niektórych marzeń, mimo chęci, optymizmu i wielkiej siły ducha, nie będziemy w stanie spełnić. Nie jest też możliwe przywrócić do życia zmarłych osób i upadłych idei. Ludzie wciąż zawodzą, świat wciąż waruje, czas ucieka.

Pozostaje wierzyć... :) 
I'm just a dreamer, who dreams of better days


Pozdrawiam, M-Guardiola.

poniedziałek, 15 lutego 2016

Music Challenge - day 02 – your least favorite song

day 02 – your least favorite song
 Najbardziej nielubiana piosenka

 Dawid Podsiadło - Eight
Dla mnie dno dna i umieralnia totalna w tej pieśni.  Można mnie oskarżać o nieczułość muzyczną, brak wrażliwości - whatever, nie przejmuje się tym, bo wiem, że to stek bzdur. 
Jak już mówiłam, to TYLKO MOJA OPINIA. Szacunek i ukłony na tekst, wrażliwy, poruszająchy ważne kwestie rzeczywistości. Jednak za każdym jak ten Pan wydaje z siebie dźwięki, a w tym kawałku bardzo-szczególnie-intensywnie, czuję, że umieram, moje życie zbliża się do końca, moja skóra straciła całą wodę potrzebną do życia, ktoś wysysa ze mnie wszystkie dobre wspomnienia i jestem zmęczona już po kilku sekundach. 

błagam, NIE. 

niedziela, 14 lutego 2016

1 - 30 Days Song Challenge- Muzyczne Wyzwanie

Więcej o akcji.

Tytułem wstępu pragnę zaznaczyć, że moje opinie nie mają na celu nikogo urazić, nie umniejszać talentu. Nie uważam nigdy, jak uczyła mnie moja babcia, że coś/ktoś jest z ł e, jedynie, że nie leży w moim guścia i dla mnie N I E.

Druga kwestia - uznam, że to będą tytuły aktualne dla dnia dzisiejszego, bieżącego okresu. Oznacza to, że nie jestem w stanie określić jednej najukochańszej i najulubieńszej piosenki dla całego życia - co najwyżej dla danej chwili. Bardzo ważne: Mój gust jest eklektyczny.
Na dzień 1 przeznaczony jest your favorite song

W ostatnich dniach najbardziej chodzi za mną i towarzyszą mi 2 utwory. Przy euforii i dobrym humorze jest to: Opinion Overload. Zaś przy spadkach nastroju jest to Zaburzenia.

Co do 1:

Związane jest to ze zbliżającą się premierą nowej płyty mojego absolutnie muzycznego #1, tj. Simple Plan. Niektórzy uważają, że to jest dobre dla gimnazjalistów (pozdro M. ;*), ja uważam, że oni idealnie trafiają w każdy moment mojego życia. Trafiali w gimnazjum, liceum, licencjat i nadal są tacy moi. :) Nastrajają mnie zawsze pozytywnie, no i te teeeksty. Awww - rzec by można kolokwialnie.

Ulubiony fragment tekstowy:

Tell me what I’m all about, say somethning I haven’t heard yet- You know I’m dying to hear it.
I’m doing things exactly like I want to and I don’t give a damn if you won’t approve - what part of that don’t you understand?


Co do 2:

Choć rap nie jest może moim ulubionym gatunkiem (bliższy jest mi punk rock lub paradoksalnie pop), tę piosenkę, nieszczególnie według mnie znanego, wręcz niszowego, zespołu Zaburzenia uważam za genialną pod kątem tekstowym głównie, ale i oddaje całą tę melancholię, jaką każdy ma w sobie. Ukazuje te wszystkie rany, a na nich blizny, jakie mamy w dorobku swojego życia.

Ulubiony fragment tekstowy:

Ostatnio życie pokazuje mi, jak jest ulotne, więc uczę się doceniać każdy problem, bo nieistotne.
 Jedni boją się uczuć, jeszcze inni zobowiązań
Więc obiecują sobie, że nie będą czuć już nigdy
Tej pieprzonej bezsilności, rozczarowań
Bo z każdym z nich dziurawią nas igły
Aż w końcu jesteśmy, jak jeże, ciężko nas dotknąć
Zbliżyć się, oswoić, przebić przez samotność
Nagle wyciągamy igły odsłaniając nagie ciała, a na nim blizny.


Do jutra!